Aby zjeść go po kryjomu, pokroił mięso na małe kawałki, wymieszał z warzywami i ukrył w cieście makaronowym. Dziś pierożkami „Maultaschen” delektują się ludzie w całych Niemczech i w wielu innych krajach na świecie. Ciekawostka: „Maultaschen” trafiły nawet w kosmos. Kiedy w 2018 roku niemiecki astronauta Alexander Gerst 110 Fascynujących Ciekawostek o Niemczech ⚽🌭🎶 20 października 2023 4 listopada 2023 Niemcy Odkryj 110 niesamowitych ciekawostek o Niemczech, od tajemniczej historii po współczesne fenomeny kulturowe. W niedzielę 24 września w Niemczech mają miejsce wybory parlamentarne. To dobra okazja, żeby sprawdzić swoją wiedzę o naszych bliskich sąsiadach. Niemcy, zagranica. Umowa o pracę stałą. Prawa jazdy CE z kodem 95, kartę kierowcy. Sprawdź oferty zatrudnienia na stanowisko: Kierowca cysterny w Niemczech. Wynagrodzenie: 2605-2805 euro na rękę. Do większych miast w Niemczech dolecieć można z Warszawy, Krakowa i Wrocławia. Wielu przewoźników autokarowych oferuje przejazdy do Niemczech. Z Warszawy bezpośrednie pociągi kursują do Berlina (przez Poznań), Frankfurtu nad Menem (przez Łódź, Wrocław, Drezno, Lipsk, Erfurt) i Drezna; z Krakowa do Berlina (przez Katowice, Wrocław Efekty. Niemieckie plakaty antyszpiegowskie były częścią rządowej propagandy wytrwałości, wykorzystywanej do wciągania cywilów w wojnę, a także środkiem wojny psychologicznej, aby trzymać ludzi w ryzach poprzez odstraszanie, nieufność i strach przed donosem oraz przed niepowodzeniami politycznymi. Nazistom zależało również na . Na ulicach Warszawy pojawiło się specjalne przesłanie dla nowego ambasadora Republiki Federalnej Niemiec w Polsce. Autorem plakatów przypominających o wciąż nierozliczonych niemieckich zbrodniach z czasów II wojny światowej jest Wojciech Korkuć. W dość zaskakujący sposób zareagował na to korespondent niemieckiego "Die Welt" w Polsce, Philipp Fritz. – Wczoraj dzwoniła do mnie pani z Agencji DPA. Również dziennikarz Die Welt, Philip Fritz był bardzo zdziwiony, że to wisi w ogóle koło dworca, że to jest niejasne, niewytłumaczone. Taki niemiecki idiota, nie umie poczytać po angielsku - podkreślił Korkuć w rozmowie z portalem TV Republika. — Pani oKOTów (@DolnyMokotow) September 24, 2020 „Witamy nowego ambasadora Niemiec w Warszawie! Niemcy wymordowali miliony Polaków i zniszczyli Polskę” - przypomina Wojciech Korkuć w specjalnym przekazie dla Arndta Freytaga von Loringhoven, nowego ambasadora RFN w Polsce. Philipp Fritz odnotowuje, że Freytag był zmuszony długo czekać na rozpoczęcie misji dyplomatycznej w Polsce, nie wspomniał jednak, dlaczego. Nieoficjalnie mówi się, że powodem była przeszłość jego ojca. Sam ambasador tłumaczył w rozmowie z "Rzeczpospolitą", że jego ojciec „wstąpił do Reichswehry również dlatego, że to zwalniało go z nacisków przyjęcia legitymacji NSDAP". Fritz podnosił różnego rodzaju zarzuty wobec plakatu Wojciecha Korkucia. Artysta udzielił nam komentarza w tej sprawie. W rozmowie z portalem TV Republika zwrócił uwagę na komentarze niemieckich internautów pod postami Philippa Fritza na Twitterze. Wir haben 81 Jahre darauf gewartet, dass die Deutschen die Verbrechen bezahlen! — Wojciech Korkuć (@WojciechKorkuc) September 24, 2020 – Ci Niemcy jakąś jeszcze pretensję do nas mają. Piszą, że Polacy dostali Śląsk, ziemie zachodnie i jeszcze roszczą jakieś pretensje. Tylko że na temat ziem zachodnich to myśmy nie mieli nic do powiedzenia. A to, że nas wymordowali i zrabowali, do dzisiaj się z tego nie rozliczyli, to była inna sprawa. A przecież to jest wciąż do załatwienia, bo te dzieła sztuki wiszą w niemieckich domach i w muzeach – wskazał Wojciech Korkuć. – Trzeba o tym przypominać, to zawsze przynajmniej jeden Niemiec będzie o tym wiedział, będzie dzisiaj miał świadomość poczucia krzywdy, jaka się dzieje. Oni ten swój kapitał, swoją potęgę gospodarczą, zdobyli na cudzej krzywdzie – dodał artysta. – Trzeba im uświadomić: gdybyście nie zrabowali, nie złupili Polaków, nie mielibyście takich emerytur, nie jeździlibyście takimi samochodami. Nie mielibyście również takich wydawnictw, które można wykupić w Polsce i całej Europie Wschodniej – podkreślił nasz rozmówca. Jak wspomina Wojciech Korkuć, jego plakat przypominający Niemcom o ich zbrodniach z czasów II wojny światowej, za które Polska do tej pory nie otrzymała właściwie żadnego zadośćuczynienia, choć była krajem, który najbardziej ucierpiał wskutek tragicznych wydarzeń z 1939 r., pojawiał się w Warszawie już kilka razy. – Teraz jest dedykowany nowemu ambasadorowi, specjalnie spersonalizowany i myślałem, że Niemcy może trochę się bardziej zainteresują. I rzeczywiście się zainteresowali – powiedział artysta, nawiązując do dyskusji z Fritzem. – Ale najciekawsze są komentarze niemieckich internautów, którzy pytają: kto za tym stoi, kto to robi, kto za to płaci? To ich interesuje. Reagują jak gestapowcy. To naprawdę bardzo ciekawe, warto sobie to przetłumaczyć, nawet nie znając niemieckiego i posiłkując się tym internetowym tłumaczykiem można wyłapać sens tych wypowiedzi – podkreślił. – Natrafiłem na taki komentarz, że my jesteśmy przecież bardzo serdeczni dla Polaków, od wielu lat zatrudniamy polskie opiekunki, a oni tak nas traktują. Odpowiedziałem: gdybyście nas nie złupili, to też zatrudnialibyśmy dziś niemieckie opiekunki i bylibyśmy dla Niemców bardzo mili – powiedział Wojciech Korkuć. Konnten Sie diese Poster in Berlin präsentieren? — Wojciech Korkuć (@WojciechKorkuc) September 25, 2020 Zapytaliśmy naszego rozmówcę również o to, dlaczego Niemcy reagują w taki sposób na nasze żądania reparacyjne. Czy próbują rozmywać swoją winę? – Przeciętny Niemiec nie zdaje sobie sprawy, że Wehrmacht i całe państwo niemieckie, wszystko jedno pod jakim szyldem, mordowało i rabowało Polskę przez całe lata okupacji. W ogóle nie mają o tym wiedzy. Temat drugiej wojny sprowadzają do Holocaustu, reszta – won. I to widać, kiedy się spojrzy chociażby na takiego Hansa Gielena, który chętnie by Polaków rozstrzelał. I jeszcze jakaś głupia baba w todze mówi, że pani Natalia Nitek – Płażyńska powinna zapłacić mu za nielegalne nagrywanie. Patrząc na coś takiego, to wręcz można pomyśleć, że on ma rację i Polacy są głupi, skoro jakaś kretynka siedzi w sądzie i takie decyzje wydaje – wskazał artysta. – Jest więc jeszcze dużo do zrobienia. Trzeba uświadamiać: nie ma zbrodni bez kary. Jeśli ktoś chce, aby zbrodnia była mu wybaczona, musi zadośćuczynić – podkreślił. Zapytaliśmy również o stanowisko władz w Berlinie. Kilkakrotnie słyszeliśmy zapewnienia zarówno ze strony kanclerz Merkel czy prezydenta Steinmeiera, że przepraszają i przyjmują odpowiedzialność za to, czego ich kraj dopuścił się przed 81 laty. – Oni powtarzają, że są odpowiedzialni, że biorą całą odpowiedzialność, tylko z tego nic nie wynika. Cały czas nas traktują, jak w czasach okupacji, jak podludzi. Wszystkich trzeba szanować, Niemców, Żydów, Francuzów, a Polaków można traktować jak bydło, niewolników do roboty. I dokładnie tak nas traktują: otwierają montownie, kupują gazety i tak piszą, tłumaczą. Państwo, które wywołało dwie wojny światowe, dziś poucza nas, co jest dobre, a co złe, jak mamy organizować swoje państwo. Bardzo troszczą się o naszą praworządność. A niech zatroszczą się o swoją. Można powiedzieć, że to, co robią Niemcy, to państwowe paserstwo, paserstwo na skalę państwa niemieckiego i austriackiego– ocenił Korkuć. W rozmowie z portalem TV Republika autor plakatów przypominających o niemieckich zbrodniach z czasów II wojny światowej przypomniał o zrabowanych Polakom dziełach sztuki. Zdaniem Wojciecha Korkucia, to byłby najprostszy krok w kierunku zadośćuczynienia. – Wystarczy zamówić transport, parę TIR-ów lub pociąg, jedzie do Niemiec i wraca. A Niemcy i Austriacy niech zrobią sobie ogólnokrajową akcję szukania po strychach i różnych pokojach czy galeriach dzieł sztuki zrabowanych w Polsce. Niech wreszcie to zrobią. 80 lat minęło, za 10 lat będzie jeszcze trudniej, a sprawa wciąż jest niezałatwiona – podkreślił nasz rozmówca. Jaki był finał wymiany zdań między autorem plakatu "Witamy nowego ambasadora Niemiec w Warszawie" a redaktorem Philippem Fritzem? Korespondent "Die Welt" zablokował... Wojciecha Korkucia na Twitterze. Tak rozmawia Philipp Fritz niemiecki korespondent „Welt” i „Welt am Sonntag” na temat odszkodowań dla Polski za zbrodniczą wojnę. Nic się nie zmieniło. Traktują nas tak samo jak w 1939! — Wojciech Korkuć (@WojciechKorkuc) September 25, 2020 Źródło: Portal TV Republika Filtry Pomieszczenia Biuro Łazienka Pokój chłopca Pokój dziecięcy Pokój młodzieżowy Przedpokój Przedszkole Sala lekcyjna Salon Style aranżacji wnętrz Feng Shui Industrialny i loftowy Japandi Lounge Marynistyczny Minimalistyczny Naturalny Nowoczesny Styl rustykalny Śródziemnomorski Vintage Formy sztuki Fotografia Grafika Ilustracja Malarstwo Obrazki dla dzieci Kolory Czarno-biały Niebieski Zielony Wielobarwny Pomarańczowy Biały Beżowy Czarny Brązowy Turkusowy Żółty Liliowy Różowy Szary Cyjanowy Czerwony Różany Sepia Złoty Formaty Kwadrat Panorama Pionowy Poziomy Rozmiary 13 x 13 cm 13 x 18 cm 18 x 13 cm 20 x 20 cm 20 x 30 cm 20 x 40 cm 21 x 30 cm 30 x 20 cm 30 x 21 cm 30 x 30 cm 30 x 40 cm 40 x 20 cm 40 x 30 cm 40 x 40 cm 40 x 60 cm 40 x 80 cm 50 x 50 cm 50 x 70 cm 50 x 100 cm 60 x 20 cm 60 x 40 cm 60 x 60 cm 60 x 80 cm 60 x 90 cm 61 x 91 cm 70 x 50 cm 70 x 70 cm 70 x 90 cm 70 x 100 cm 70 x 140 cm 80 x 40 cm 80 x 60 cm 80 x 160 cm 90 x 30 cm 90 x 60 cm 90 x 70 cm 90 x 130 cm 90 x 180 cm 91 x 61 cm 100 x 50 cm 100 x 70 cm 100 x 100 cm 100 x 130 cm 100 x 150 cm 130 x 90 cm 130 x 100 cm 140 x 70 cm 150 x 50 cm 150 x 100 cm 160 x 80 cm 180 x 60 cm 180 x 90 cm 1412 Produkty Sortuj według: Popularność Nowości Ulicami Warszawy przeszli uczestnicy 11. Marszu Pamięci, który zorganizowano w 80. rocznicę rozpoczęcia niemieckiej akcji likwidacyjnej getta warszawskiego. Jego organizatorem był Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma. Polska pamięta o Zagładzie. Warszawa pamięta o Holokauście - podkreśliła przed Murem-Pomnikiem Umschlagplatz przy ul. Stawki dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego (ŻIH) im. Emanuela Ringelbluma Monika Krawczyk. Zwróciła uwagę, że 11. Marsz Pamięci poświęcony jest "pamięci przesiedleńców, uchodźców - tych Żydów, których zmuszono do opuszczenia rodzinnych miejscowości i przymusowego osiedlenia się w dzielnicy zamkniętej". To oni byli najsłabsi, stracili dorobek pokoleń. W getcie musieli mieszkać w zbiorowych punktach dla uchodźców. Pierwsi padli ofiara głodu i chorób - powiedziała. W pierwszej kolejności zostali też zagnani na plac przeładunkowy, tzw. Umschlagplatz i przymusowo, w nieludzkich warunkach wywiezieni do obozu śmierci w Treblince - że zechcieli państwo spędzić z nami ten czas i wspomnieć zamordowany naród żydowski, naszych współobywateli i Żydów deportowanych do getta warszawskiego przez niemieckich okupantów z innych krajów - powiedziała dyrektorka że w "niemieckiej akcji likwidacyjnej Warszawa straciła jedną trzecią swoich mieszkańców". Ocenia się, że blisko 300 tys. Żydów mieszkających w warszawskim getcie zostało zamordowanych w obozach śmierci, zwłaszcza w Treblince, przez niemieckich nazistów w latach 1942-1943 - mówiła. W dużej mierze nie wiemy, jak się nazywali, dlatego niesiemy wstążki pamięci z wypisanymi - symbolicznie przywracając ich pamięci żywych - wyjaśniła. Myślmy o nich i módlmy się, medytujmy, wspominajmy - zaapelowała Monika Krawczyk. Jak co roku, o tej porze, jestem w tym miejscu. Chcę w ten sposób uczcić pamięć tych, co zginęli poprzez wywiezienie do obozu śmierci w Treblince - powiedziała ocalona z Zagłady, członkini Stowarzyszenia "Dzieci Holokaustu" Aleksandra Kaniuka. Opisała losy swojej i swojej rodziny od wybuchu II wojny światowej po powrót do Warszawy w 1949 teraz słyszę słowo wojna to wracają wspomnienia. Bardzo przykre dla dzieci i dorosłych. Dla mnie to koniec istnienia - wyjaśniła. Nie jestem w stanie wymazać tego słowa z pamięci, a minęło tyle lat. Oby nikt z nas nie otarł się o to słowo - wyruszeniem marszu przed Murem-Pomnikiem Umschlagplatz modlitwę odmówił naczelny Rabin Polski Michael 11. Marszu Pamięci przeszli trasą od Muru-Pomnika Umschlagplatz, ulicą Stawki i ulicą Andersa, wzdłuż ogrodzenia Ogrodu Krasińskich, na miejsce, gdzie eksponowana jest plenerowa wystawa "Przesiedleni. Czternaście historii z warszawskiego getta".Na zakończenie Marszu Pamięci odbyła się premiera muzycznej instalacji Michała Pepola "Stoimy pod murami getta z opuszczonymi ramionami" i minirecital Sławy Patronatem obchody 80. rocznicy Holokaustu Żydów w niemieckiej akcji "Reinhardt" objął prezydent RP Andrzej Duda. 11. Marsz Pamięci został też objęty honorowym patronatem przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. 22 lipca 1942 r. na ulicach getta warszawskiego zawieszono plakaty z obwieszczeniem informującym o decyzji władz niemieckich, dotyczącej przesiedlenia na Wschód wszystkich Żydów zamieszkałych w Warszawie z wyjątkiem pracowników Rady Żydowskiej, funkcjonariuszy Żydowskiej Służby Porządkowej i personelu szpitali. Każdy z deportowanych mógł zabrać z sobą do 15 kg bagażu i zapas żywności na trzy dni. Zatrzymanych zgromadzono na tzw. Umschlagplatz - bocznicy kolejowej przedwojennych składów Miejskich Zakładów Zaopatrywania Warszawy przy ul. Stawki 4, blisko Dworca Gdańskiego. Nadzorowali ich uzbrojeni w broń maszynową Niemcy z oddziałów SS oraz funkcjonariusze dnia 6205 Żydów z Warszawy trafiło do miejsc zagłady. Według dokumentów Generaldirektion der Ostbahn (niemieckich kolei na wschodzie) pociągi towarowe z deportowanymi kursowały z Warszawy przez Tłuszcz i Małkinię - do z getta wywożono krytymi, dwuosiowymi wagonami towarowymi, które zwykle służyły do przewozu bydła (tzw. wagony bydlęce). W każdym na powierzchni nieprzekraczającej 30 m kw. stłoczono po 100 osób. We wnętrzu brakowało powietrza, okienka były zakratowane. Podróż w nieludzkich warunkach trwała ok. 4 godzin. Nie wszystkim było dane ją po rozpoczęciu wielkiej akcji deportacyjnej przewodniczący Rady Żydowskiej Adam Czerniaków popełnił samobójstwo. Żądają ode mnie, bym własnymi rękami zabijał dzieci mego narodu. Nie pozostaje mi nic innego, jak umrzeć - pisał w liście kolejnych dniach Niemcy wysiedlali z getta w Warszawie do blisko 10 tys. osób dziennie. Pod koniec lipca na ulicach getta pojawiły się niemieckie plakaty zachęcające Żydów do dobrowolnego stawienia się na Umschlagplatz. W zamian oferowano trzy kilogramy chleba i kilogram sierpnia 1942 r. na Umschlagplatz trafili wraz z grupą dzieci z Domu Sierot Janusz Korczak (wł. Henryk Goldszmit) oraz jego współpracowniczka Stefania Wilczyńska. Pedagog i wychowawca nie opuścił swoich podopiecznych i zginął w obozie zagłady w koniec sierpnia wywożono także Żydów z gett z okolic Warszawy, Mińska Mazowieckiego, Otwocka i Falenicy. Niemcy zmniejszyli obszar dzielnicy żydowskiej, tworząc tzw. małe września 1942 r. gestapowiec Karl Brandt powiadomił Radę Żydowską o zakończeniu akcji wysiedleńczej w getcie warszawskim. Masowe deportacje zakończyły się trzy dni przeprowadzeniu wywózek latem 1942 ważną i negatywną rolę odegrała Żydowska Służba Porządkowa pod operacyjnym dowództwem Jakuba Lejkina, która jako bezpośredni wykonawca niemieckich poleceń stała się obiektem powszechnej nienawiści w getcie. Ostatecznie większość żydowskich policjantów podzieliła los pozostałych mieszkańców getta - czytamy na stronie Muzeum Historii Żydów Polskich trakcie największej deportacji (niem. Grossaktion) z getta w Warszawie do obozu zagłady w Treblince wywieziono co najmniej 254 tys. Żydów. Ok. 10 tys. zostało rozstrzelanych lub zmarło. Ponad 11 tys. trafiło do niemieckich obozów pracy, w Poniatowej (SS-Arbeitslager Poniatowa) i września 1942 r. na terenie getta w Warszawie przebywało legalnie ok. 35 tys. osób, głównie zatrudnionych w tzw. szopach. Liczbę ukrywających się na terenie getta po lipcowej akcji deportacyjnej szacuje się na 25 tys. osób, a poza jego granicami - na 8-10 tys. szacują, że w trakcie operacji "Reinhardt" Niemcy zamordowali ok. 1,7 mln Żydów z terenu Generalnego 1988 r. przy ul. Stawki odsłonięto Mur-Pomnik Umschlagplatz, symbol miejsca, z którego niemieccy okupanci wysłali na śmierć warszawskich Żydów. "Polska pamięta o Zagładzie. Warszawa pamięta o Holokauście" - podkreśliła w piątek przed Murem–Pomnikiem Umschlagplatz przy ul. Stawki dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego (ŻIH) im. Emanuela Ringelbluma Monika uwagę, że 11. Marsz Pamięci poświęcony jest "pamięci przesiedleńców, uchodźców - tych Żydów, których zmuszono do opuszczenia rodzinnych miejscowości i przymusowego osiedlenia się w dzielnicy zamkniętej". "To oni byli najsłabsi, stracili dorobek pokoleń. W getcie musieli mieszkać w zbiorowych punktach dla uchodźców. Pierwsi padli ofiara głodu i chorób" - powiedziała. "W pierwszej kolejności zostali też zagnani na plac przeładunkowy, tzw. Umschlagplatz i przymusowo, w nieludzkich warunkach wywiezieni do obozu śmierci w Treblince" - wyjaśniła. "Dziękujemy, że zechcieli państwo spędzić z nami ten czas i wspomnieć zamordowany naród żydowski, naszych współobywateli i Żydów deportowanych do getta warszawskiego przez niemieckich okupantów z innych krajów" - powiedziała dyrektorka ŻIH. Przypomniała, że w "niemieckiej akcji likwidacyjnej Warszawa straciła jedną trzecią swoich mieszkańców". "Ocenia się, że blisko 300 tys. Żydów mieszkających w warszawskim getcie zostało zamordowanych w obozach śmierci, zwłaszcza w Treblince, przez niemieckich nazistów w latach 1942-1943" - mówiła. "W dużej mierze nie wiemy, jak się nazywali, dlatego niesiemy wstążki pamięci z wypisanymi - symbolicznie przywracając ich pamięci żywych" - wyjaśniła. "Myślmy o nich i módlmy się, medytujmy, wspominajmy" - zaapelowała Monika Krawczyk. "Jak co roku, o tej porze, jestem w tym miejscu. Chcę w ten sposób uczcić pamięć tych, co zginęli poprzez wywiezienie do obozu śmierci w Treblince" - powiedziała ocalona z Zagłady, członkini Stowarzyszenia "Dzieci Holokaustu" Aleksandra Kaniuka. Opisała losy swojej i swojej rodziny od wybuchu II wojny światowej po powrót do Warszawy w 1949 r. "Jak teraz słyszę słowo wojna to wracają wspomnienia. Bardzo przykre dla dzieci i dorosłych. Dla mnie to koniec istnienia" - wyjaśniła. "Nie jestem w stanie wymazać tego słowa z pamięci, a minęło tyle lat. Oby nikt z nas nie otarł się o to słowo" - powiedziała. Przed wyruszeniem marszu przed Murem–Pomnikiem Umschlagplatz modlitwę odmówił naczelny Rabin Polski Michael Schudrich. Uczestnicy 11. Marszu Pamięci przeszli trasą od Muru-Pomnika Umschlagplatz, ulicą Stawki i ulicą Andersa, wzdłuż ogrodzenia Ogrodu Krasińskich, na miejsce, gdzie eksponowana jest plenerowa wystawa "Przesiedleni. Czternaście historii z warszawskiego getta". Na zakończenie Marszu Pamięci odbyła się premiera muzycznej instalacji Michała Pepola "Stoimy pod murami getta z opuszczonymi ramionami" i minirecital Sławy Przybylskiej. Honorowym Patronatem obchody 80. rocznicy Holokaustu Żydów w niemieckiej akcji "Reinhardt" objął prezydent RP Andrzej Duda. 11. Marsz Pamięci został też objęty honorowym patronatem przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. 22 lipca 1942 r. na ulicach getta warszawskiego zawieszono plakaty z obwieszczeniem informującym o decyzji władz niemieckich, dotyczącej przesiedlenia na Wschód wszystkich Żydów zamieszkałych w Warszawie z wyjątkiem pracowników Rady Żydowskiej, funkcjonariuszy Żydowskiej Służby Porządkowej i personelu szpitali. Każdy z deportowanych mógł zabrać z sobą do 15 kg bagażu i zapas żywności na trzy dni. Zatrzymanych zgromadzono na tzw. Umschlagplatz - bocznicy kolejowej przedwojennych składów Miejskich Zakładów Zaopatrywania Warszawy przy ul. Stawki 4, blisko Dworca Gdańskiego. Nadzorowali ich uzbrojeni w broń maszynową Niemcy z oddziałów SS oraz funkcjonariusze Schutzpolizei. Tego dnia 6205 Żydów z Warszawy trafiło do miejsc zagłady. Według dokumentów Generaldirektion der Ostbahn (niemieckich kolei na wschodzie) pociągi towarowe z deportowanymi kursowały z Warszawy przez Tłuszcz i Małkinię - do Treblinki. Żydów z getta wywożono krytymi, dwuosiowymi wagonami towarowymi, które zwykle służyły do przewozu bydła (tzw. wagony bydlęce). W każdym na powierzchni nieprzekraczającej 30 m kw. stłoczono po 100 osób. We wnętrzu brakowało powietrza, okienka były zakratowane. Podróż w nieludzkich warunkach trwała ok. 4 godzin. Nie wszystkim było dane ją przeżyć. Dzień po rozpoczęciu wielkiej akcji deportacyjnej przewodniczący Rady Żydowskiej Adam Czerniaków popełnił samobójstwo. "Żądają ode mnie, bym własnymi rękami zabijał dzieci mego narodu. Nie pozostaje mi nic innego, jak umrzeć" - pisał w liście pożegnalnym. W kolejnych dniach Niemcy wysiedlali z getta w Warszawie do blisko 10 tys. osób dziennie. Pod koniec lipca na ulicach getta pojawiły się niemieckie plakaty zachęcające Żydów do dobrowolnego stawienia się na Umschlagplatz. W zamian oferowano trzy kilogramy chleba i kilogram marmolady. 5 sierpnia 1942 r. na Umschlagplatz trafili wraz z grupą dzieci z Domu Sierot Janusz Korczak (wł. Henryk Goldszmit) oraz jego współpracowniczka Stefania Wilczyńska. Pedagog i wychowawca nie opuścił swoich podopiecznych i zginął w obozie zagłady w Treblince. Pod koniec sierpnia wywożono także Żydów z gett z okolic Warszawy, Mińska Mazowieckiego, Otwocka i Falenicy. Niemcy zmniejszyli obszar dzielnicy żydowskiej, tworząc tzw. małe getto. 24 września 1942 r. gestapowiec Karl Brandt powiadomił Radę Żydowską o zakończeniu akcji wysiedleńczej w getcie warszawskim. Masowe deportacje zakończyły się trzy dni wcześniej. "W przeprowadzeniu wywózek latem 1942 ważną i negatywną rolę odegrała Żydowska Służba Porządkowa pod operacyjnym dowództwem Jakuba Lejkina, która jako bezpośredni wykonawca niemieckich poleceń stała się obiektem powszechnej nienawiści w getcie. Ostatecznie większość żydowskich policjantów podzieliła los pozostałych mieszkańców getta" - czytamy na stronie Muzeum Historii Żydów Polskich Polin. W trakcie największej deportacji (niem. Grossaktion) z getta w Warszawie do obozu zagłady w Treblince wywieziono co najmniej 254 tys. Żydów. Ok. 10 tys. zostało rozstrzelanych lub zmarło. Ponad 11 tys. trafiło do niemieckich obozów pracy, w Poniatowej (SS-Arbeitslager Poniatowa) i Trawnikach. Od września 1942 r. na terenie getta w Warszawie przebywało legalnie ok. 35 tys. osób, głównie zatrudnionych w tzw. szopach. Liczbę ukrywających się na terenie getta po lipcowej akcji deportacyjnej szacuje się na 25 tys. osób, a poza jego granicami - na 8-10 tys. osób. Historycy szacują, że w trakcie operacji "Reinhardt" Niemcy zamordowali ok. 1,7 mln Żydów z terenu Generalnego Gubernatorstwa. W 1988 r. przy ul. Stawki odsłonięto Mur–Pomnik Umschlagplatz, symbol miejsca, z którego niemieccy okupanci wysłali na śmierć warszawskich Żydów.(PAP) autor: Grzegorz Janikowski gn/ 25 lipca 2022, 16:45 Alert Polska nie obawia się zatrzymania dostaw gazu z Rosji do Niemiec nawet jeśli wyschnie rewers Gazociągu Moskwa. Fot. MKiŚ – Z kierunku zachodniego w połączeniach, które mamy, w lipcu i sierpniu dociera mniej więcej dniowe zapotrzebowanie. Biorąc pod uwagę, że magazyny gazu mamy pełne, a Baltic Pipe będzie gotowy jesienią, zamknięcie kierunku zachodniego nie wpłynie absolutnie na bezpieczeństwo gazowe Polski – zapewniła minister klimatu i środowiska Anna Moskwa na konferencji prasowej w odpowiedzi na pytanie Gazociąg Jamalski służy między innymi do dostaw rewersowych z rynku niemieckiego. Przepustowość w tym kierunku to 4,5 mld m sześc. rocznie. Polacy wielokrotnie w historii importowali tamtędy gaz z giełdy niemieckiej, który pochodził częściowo z dostaw rosyjskich. Rosjanie objęli właściciela polskiego odcinka Jamału kontrsankcjami po ataku na Ukrainę. Niemcy obawiają się całkowitego zatrzymania dostaw rosyjskich. Wojciech Jakóbik/Michał Perzyński Jakóbik: Polska powinna Niemcom z gazem pomagać i wymagać

niemcy plakat o niemczech